• Polski
  • English
  • Русский

Trzydziesty trzeci tydzień

Po zachodzie słońca następuje atak ptaków. Wpierw jeden wylądował na solarze. Pomyślałem, że może chce dłuższej podwózki, to zrobię mu zdjęcie jak się zrobi rano jasno.

 

Tydzień 33: 02 – 08.04 2018 r.

 

Spałem słabo bo upał koszmarny, ale chyba coś jeszcze mnie wybudzało. Hałasy z pokładu. Tam imprezka. Nostalgiczne piosenki przeplatały się z rasistowskimi kawałami. Dobrze że ogniska nie rozpaliły! Była ich ósemka, a darły dzioby jakby było ich 60! Wygłosiłem pogadankę o ciszy nocnej, no i że jestem tak jakby u siebie. Udało mi się usnąć. Obudziła wykrakiwana chyba na 100 dziobów „Gdzie ta keja”. Kuwa, to nie Sztynort w lipcu! Wy…ac! Wszyscy! Chyba wpadłem w tonacje, bo moje krzyki w ogóle nie robiły spodziewanego (przeze mnie) wrażenia. Siedziały, srały i wydzierały się dalej. Musiałem natychmiast zwiększyć mój współczynnik charyzmy. Pod ręką była aluminiowa sztorm-rura z koi. Podziałało, mogłem spać.  Gdy 2 godziny później wstałem (z własnej woli) kontrolnie okazało się, że siedzą na pokładzie, srają i są cicho. No! Następnej noc też były, ale już trochę ciszej. To jakieś lądowe ptaszory, nie mają płetw.

 

 

Idzie, wielka, wielka chmura. Gąbkę i mydło miałem już przygotowane w kokpicie. Czekałem do ostatniej chwili. Już w szkwale w strumieniach słodkiej wody zrzucałem grota. Chwile później fok poszedł w dół. Zostałem na babyfoczku, idealnym na te 35-40 wezłów wiatru. Umyłem się bardzo dokładnie. Siła wiatru sprawiła, że deszcz zrobił mi wręcz peeling skóry. Po kilkunastu minutach byłem bardziej niż czysty i świeży. Zdecydowałem się jednak zostać na pokładzie. Zwinąłem się na dnie kokpitu i powoli namakałem słodką wodą. Silny wiatr docierał nawet tam i chłostał zimnem. Najpierw pojawiła się gęsia skórka, a później po prostu trząsłem się z wychłodzenia. Jak masakrycznie dobrze! I mózg zaczął normalnie funkcjonować. Dawno nie czułem się tak znakomicie:) Słońce już nie objawiło się przed zachodem, wiec wieczór i noc były bardzo przyjemne. Pierwszy raz od kilku tygodni spałem naprawdę spokojnie i dobrze.Niestety po kilku dniach dobrych przebiegów w pasacie znowu zwolniłem. Wiatr słaby i zmienny. Niewielka fala. Dobra okazja powalczyć z własnymi słabościami. Płetwy, maska, szpachelka i do wody. Niestety miałem racje myśląc ze tempo mam nie puffinowe. Balast czysty przed tygodniem zaczęły obrastać żyjątka. Trochę poskrobałem Puffina po brzuchu. I odkryłem że to potężne zderzenie z UFO pod Tasmanią ma swoje konsekwencje. Prawy ster ma kłopoty. Kilka centymetrów pod linia wodną, dookoła profilu płetwy jest pękniecie laminatu. Na razie szpara w żelkocie jest cienka i tylko gdzieniegdzie coś się wykruszyło. Płetwa wciąż jest sztywna, nie pracuje na boki. Zdecydowałem że zostaje na swoim miejscu. Podejrzewam, że spokojnie dopłynie do Anglii. Jest bardzo masywnie zbudowana, praktycznie monolityczny laminat. Aż do Azorów będzie płetwa nawietrzną, wiec mniej obciążoną. Jestem jeszcze w strefie równikowej i nie wiadomo jak długo będę płyną bardzo powoli. A zapasowa płetwa nie jest pomalowana farbą antyporostową. Miała by szanse jeszcze zdążyć zarosnąć.

 

 

Woda ma czasem 29-30 stopni Celsjusza. Zadowolone są z tego chyba tylko te paskudne żyjątka, które chcą zawłaszczyć podwodzie jachtu. Poza tymi hałaśliwymi migrantami brak ptaków. Pod łódką dwie ryby pilotki. I nic poza tym, totalna biologiczna pustynia. Nawet plankton w nocy ledwo fosforyzuje. To prawdopodobnie najbardziej nieprzyjazne miejsce w oceanach. Tak ja to wiedze:)

 

Na liczniku:

25001 mil z średnią 4,5 węzła – 107,9 mil na dobę

Do celu zrobione 23257 mil z średnią 4,2 węzła – 100,4 mil na dobę

Do mety jeszcze 3589 mil, zrobione 85,8% z zaplanowanej trasy ETA vs DEADLINE 14h przewagi.

 

Wykonawca tygodnia:

  • Nosound

Książki:

  • Mozaika Parsifala – Robert Ludlum
  • Cold Harbour – Jack Higgins
  • Kula – Michael Crichton

Minięte:

  • Ujście Amazonki Równik
Szymon, materiały ze strony www.zewoceanu.pl